! >> czwartek, 13 listopada 2008 18:43:49
ten blog jeszcze działa ;p
komentarze [0]

rozdział 15 kac morderda ciag dalszy >> poniedziałek, 18 sierpnia 2008 01:24:55
o cholera... jak teraz na to patrzę, to widzę, że troche zaniedbałam tą historię;p 5 miesięcy temu pojawiła się ostatnia część;p no, to była przesada;p aaa, i najważniejsze;p zapomniałam o pierwszych urodzinach tego bloga, które miały miejsce 26 czerwca;p dobra, zaczynam przynudzać, więc zapraszam na dłuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuugo oczekiwaną przez moje malutkie grono czytelników (miejmy nadzieję, że ktoś jeszcze wśród nich został;p) kolejnączęść tego jakże innego od wszystkich opowiadania ;]

------------------------------------------------------------------------------------

Ciemność. Nieprzenikniona ciemność rozpościerała się nad tą krainą, w której cisza wypełniała każdy zaułek, każdy zakamarek i każdą ścieżkę. Niekiedy ten pozorny spokój rozdzierany był przez, wydawało by się, ciche szmery, lecz na tle tego miejsca dźwięki te brzmiały niczym wystrzał z armaty. Niekiedy także dobry obserwator był w stanie dostrzec krwistoczerwone punkciki, po dwa obok siebie, przedzierające się przez nienaturalnie ciemne powietrze. Zwykle po powstaniu dwóch pierwszych pojawiało się więcej par w, jakby zsynchronizowanym układzie, para za parą. Niektóre tkwiły ciągle w jednym punkcie, inne lekko się przemieszczały, lecz wszystkie znikały na ułamek sekundy, by po chwili z powrotem pojawić się na swoim miejscu.
Przenieśmy się na chwilę z Ziemi, Błękitnej Planety tętniącej życiem, do zupełnego jej przeciwieństwa oddalonego o miliony lat świetlnych od naszego układu słonecznego, do planety, której stwórca, można by rzec, niezbyt wysilił się nad stworzeniem, planety, której nie oświetlała żadna gwiazda. Wydawać by się mogło, iż w takiej krainie życie po prostu nie może istnieć, przecież wszystko do prawidłowego funkcjonowania potrzebowało chociażby odrobiny jasności, światła, które swoją mocą rozdarło by mrok i karmiło życiodajną energią. Właśnie, tak mogło się jedynie wydawać… W rzeczywistości miejsce to emanowało życiem, chociaż „emanowało” to w tym miejscu niewłaściwe słowo. Planetę tą zamieszkiwała bardzo specyficzna rasa, rasa, która do życia nie potrzebowała światła, wręcz przeciwnie, stworzenia te, gdyby nie były dość rozwinięte, aby technicznie zmodyfikować swoje DNA, byłyby przez owe życiodajne światło unicestwione.
Amusy. Tak właśnie nazywały się istoty, które swą niezwykłością biły na głowę wszystko inne, nawet crogów.
Kolejna para oczu otworzyła się, a jej tęczówki przeszły w spektrum podczerwieni. Rozejrzała się dokładnie, poczym przesunęła się do, wydawałoby się pustego miejsca kilka cali dalej.
-Jak długo mamy jeszcze czekać? Czyż nie jesteśmy już gotowi?- zapytał właściciel owych krwistych punkcików żarzących się wśród czerni spowijającej całą krainę. Była to humanoidalna istota o mahoniowej skórze oraz białych włosach, był to jeden z amusów.
-Już niedługo, nie martw się, już niedługo…- odpowiedział tajemniczo głos wydobywający się z nikąd. Po chwili w tym miejscu powoli zaczęła pojawiać się para lawendowych tęczówek, dość niezwykły widok, nawet jak na standardy tej rasy.

***
Postać leżąca w salonie na dywanie ponownie wykonała niespokojny ruch, potem następny i następny, aż w końcu zaczęła miotać się po podłodze dręczona koszmarnymi wizjami. Nagle jej oczy rozwarły się, a twarz wyrażała najczystszą formę przerażenia. Rozejrzała się po miejscu, w którym się znajduje, po czym upadła z powrotem sparaliżowana na podłogę z szeroko otwartymi oczami.
Aikka nie wiedział co się w około niego działo. Najpierw ten sen, przerażający sen, chociaż nie, to było zbyt realistyczne, aby nazwać to nawet koszmarem. Pamiętał tylko, że wcielił się w jakąś dziwna postać, pamiętał ciemność, i dwa lawendowe punkciki malujące się na czerni, punkciki pokazujące najczystszą nienawiść, pogardę… Przetarł twarz otwartą dłonią. Teraz dopiero to poczuł, wszystko wirowało mu przed oczami, a głowa potwornie bolała… Nie, tego nie można było nazwać nawet bólem, to było uczucie, jakby ktoś z częstotliwością ułamka sekundy walił go metalowym młotkiem po potylicy! Każdy dźwięk wydawał się wdzierać ze zdziesięciokrotnioną siłą do jego umysłu i jeszcze bardziej, jakby to w ogóle było możliwe, zwiększał cierpienie. Nie wiedział sam ile tam tak leżał, ale ruszył się dopiero wtedy, jak koło niego spadła na ziemię butelka wody. Przyssał się do niej od razu, nawet nie racząc spojrzeć na osobę, która go wyratowała, bowiem od jakiegoś czasu czuł potworne suszenie w gardle, ale za nic nie chciało mu się chociażby próbować wstać.
- O, widzę, że już wstałeś – bordowooka uśmiechnęła się przyjaźnie do Aikki
- Yhm – zdołał jedynie powiedzieć nadal łapczywie pijąc zbawienny płyn
Po pięciu minutach i dwóch butelkach wody Książe w końcu wstał, a raczej podniósł się do siadu i skierował swój wzrok na Evę.
- Nie wiem, co ty ze mną zrobiłaś wczoraj, ale raczej tego prędko nie powtórzę…
- Nie mów głupot, twoje dzisiejsze samopoczucie jest niską ceną za wczorajszą imprezę – posłała w jego kierunku kolejny uśmiech, który spotkał się z jego sceptyczną miną.
- Nie patrz tak na mnie, ja ci nie kazałam pić – wyszczerzyła do niego zęby – a teraz wstawaj, trzeba się jakoś ogarnąć.
Aikka leniwie podniósł się z wygodnego i mięciutkiego dywanu, zachwiał się, po czym ledwo utrzymał równowagę i wolnym krokiem człapał w kierunku łazienki. Eva natomiast ruszyła do kuchni z zamiarem zrobienia jakiegoś jedzenia, na widok którego nie będzie miała odruchu wymiotnego.

------------------------------------------------------------------------------------

tym oto pięknym akcentem kończe pisanie na dzisiaj;] nie będe informować, zobaczymy, kto jest na tyle wytrwały, aby odwiedzać ten adres i sprawdzać czy czasami coś się nie pojawiło;] dobranoc wszystkim;]
komentarze [4]

? >> sobota, 9 sierpnia 2008 22:20:37
który to juz raz chcieli to zrobić? na pewno nie da się tego policzyć na palcach jednej ręki;p tak, znowu mi zawiesili bloga;p ale tak czy inaczej, wreszcie, po cholernie długiej przerwie doczekacie się jakiegoś odzewu ode mnie;p co do rozdziału, to nie mam pojęcia kiedy sie pojawi, jak na razie nie mam zbyt wiele czasu, pracuje... ale tak btw, byłam na wodstocku :D:D:D
komentarze [0]

a tak bez tytułu może;p >> poniedziałek, 26 maja 2008 23:08:22
no, stwierdziłam, że dam wam jednak małą nagrode za to, że tak dzielnie czekacie (no przynajmniej niektórzy) ;] nie mam zbytnio czasu na napisanie kolejnej części opowiadania, koniec roku i te sprawy, rozumniecie?;p za to na umilenie czasu tym wytrwałym dam adres do pewnej fajnej piosenki. Jest to pierwsze nagranie kapeli mojego kumpla, dlatego bądźcie wyrozumiali, ponieważjużna samym pioczątku utworu słychać mały fałsz;p

tak czy inaczej, zdałam sobie sprawe, że adres piosenki jeszcze nie jest wygenerowany, tak więc jak ktoś chce to przesłuchać, niech wejdzie na
www.wrzuta.pl , wpisze w okienko "złowieszcze fieranki" (tylko pamiętajcie fiERanki, a nie fiRAnki ;p) i wciśnie przycisk "szukaj" powinno znaleźć, jak nie, to kierować zażalenia do mnie;]

no, to to był taki mały czasoumilacz z mojej strony, ja pozdrawiam, i życze miłego czekania;]

PS. Jade na Metallice do Chorzowa 28 maja :D:D:D:D:D:D:D:D:D:D:D:D:D
komentarze [5]

>> piątek, 23 maja 2008 12:57:31
musze coś napisać, bo znowu zawiesić chcieli;p cholera, to już trzeci raz;p
komentarze [2]

rozdział 14 kac >> piątek, 21 marca 2008 19:24:07
Ciemny pokój. Na środku pomieszczenia okno. Blade światło księżyca wdzierające się na zacienioną przestrzeń. Na parapecie widoczna, oświetlona delikatnymi promieniami postać. Długi rozmyty cień padający na posadzkę.
Postać siedząca na oknie najwidoczniej spała. Klatka piersiowa podnosiła się rytmicznie w górę i w dół. Głowa owej postaci oparta była o framugę okna, a na twarzy zastygł spokojny uśmiech. W ciemnościach panujących w pomieszczeniu dało się dostrzec delikatny błysk metalu pod parapetem. Wnikliwy obserwator mógł nawer dojrzeć opuszczoną dłoń postaci, w której to właśnie połyskiwał owy przedmiot. Za oknem była spokojna noc, księżyc świecił w pełni nad dziwnym, unoszącym się w powietrzu budynkiem, można by nawet rzec, świątynią...

Obudziła się. Nie miała nawet siły otworzyć oczu. Leżała tak kilkanaście minut dręczona okropnymi bólami głowy. "Co ja wczoraj robiłam?!" zastanawiała się w myśli. poczóła delikatny ciężar na swoim brzuchu. Jej oczy rozwarły się nagle, a ciało zareagowało instynktownie odskakując na bok strącając brutalnie "ciężar" na ziemie. Owym ciężarem okazała się czyjaś głowa. Właściciel tej oto części ciała jęknął głośno, po czym zwinął się w kulkę i spał dalej. Zszokowana dziewczyna rzuciła okiem na pokój, w którym się znajdowała, potem na intruza, który śmiał spać na jej brzuchu. W pomieszczeniu panował istny chaos, wszystko było porozwalane, drzwi prowadzące na korytarz były otwarte, a na podłodze walało się pełno ubrań... "zaraz, zaraz... ubrań?!" wystraszona spojrzała na postać leżącą u jej stóp. Ku jej przerażeniu postać ta byłą w samych bokserkach. Zacisnęła mocno powieki. "CO tu siędo diabła stało?! czemu nie pamiętam, jak wróciłam do domu, CO JEST GRANE?!". Powoli zaczęła przypominać sobie wczorajszą impreze, ilości pochłanianego alkoholu... Wstrzymała oddech. Nie otwierając oczu przejechała ręką po swojej tali. Odetchnęła z ulgą, na szczęście ona była ubrana. Rozluźniła się trochę i otworzyła oczy. W tym momencie ogromny ból głowy powrócił. "ale ja mam kaca..." pomyślała. Leniwie wstała z podłogi kierując się w stronę kuchni. Wzieła pierwszą butelke wody jaka znalazła się w jej zasięgu i pociągnęła z niej solidny łyk, potem drugi i trzeci. Odłorzyła w końcu wode i spojrzała na okno, była ładna pogoda. Zamyśliła sięna chwilę, miała dziwny sen, taki... realny? Możliwe... Pamiętała tylko jakąś postać śpiącą na parapecie... Zdwało jej się, że z kądś znała tą osobę, tylko z kąd...
Jej rozmyślania przerwał dzwonek do drzwii. Okazało się, że to sąsiadka przyszła oddać małą Molly. Eva wzięła dziecko i położyła w jej pokoju, na łóżeczku, poczym poszła do łazienki, wziąść zimny prysznic.
W tym samym czasie postać leżąca na podłodze w salonie poruszyła się niespokojnie.


------------------------------------------------------------------------------------

tak, wiem, krótkie, ale nie chce mi się więcej pisać teraz, dalszą część powinnam dodać w czasie świąt, ale na pewno nie jutro, jutro raczej nie będe w stanie ^^

ps. wszyscy, którzy chcą być informowani o notkach proszeni są o wpisanie siędo księgi, inaczej nie informuje!
komentarze [8]

szit! znowu chcieli to zrobić;p >> czwartek, 6 marca 2008 22:58:15
znowu chcieli mi bloga zawiesić;p ale nie! ja się tak łatwo nie dam;] uwaga, uwaga (jak ktoś wogóle to czyta;p) zapowieść kolejnej notki (tym razem już rodzdiału;p)

notka ukarze się 14 marca, mam wtedy rekolekcje, więc powinnam zdążyć coś napisać;p
komentarze [3]

rozdział 13 odurzenie alkoholowe zrobiło swoje... >> czwartek, 20 grudnia 2007 21:04:33
i jak? zaskoczeni? dodałam kolejny rozdział po baaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaardzo długiej nieobecności;p a, macie ode mnie taki malutki prezencik na święta, niech wam już będzie;p uprzedzam jednak, iż nie wiem, czy to ma zbytni sens, ponieważ, zresztą jak sami wiecie, dawno już nie pisałam, a ten rozdział powstawał po kawałeczku przez ponad miesiąc, ale i tak dokonałam poważnych zmian przepisując go;p dobra, nie biadole więcej, tylko zapraszam do czytania;]

---------------------------------------------------------------------------------------

W tym samym momencie pod barem leżał jakiś chłopak. Głowę położoną miał na jednej z rąk, a drugą obejmował krzesło. Wyglądał, jakby spał. Przez klub przewijało się wiele ludzi, żaden jednak nie zwrócił uwagi na delikwenta przytulonego do stołka. Niby normalna rzecz o w pół do drugiej w nocy w klubie, nie?. Jakby się bliżej przyjrzeć wspomnianej wyżej postaci można dostrzec irokeza. Także rzecz nie budząca niczyich podejrzeń w klubie z mocniejszą muzyką. Niestety nic więcej nie jesteśmy w stanie powiedzieć o tej postaci, gdyż w całym pomieszczeniu panował półmrok, a na dodatek prawie wszystkie krzesła przy barze były zajęte i nie wpuszczały nawet odrobiny światła od ladę. Nagle oczy śpiącego dotąd człowieka otworzyły się szeroko i źrenice powiększyły się z przerażenia. Postać w trybie natychmiastowym zerwała się z miejsca i biegiem ruszyła w kierunku klubowych toalet zakrywając przy tym swoje usta...

Czarny ledwo zdążył wbiec do łazienki i nie zostawić obiadu na ścianach i podłogach Undergrund'u. Jak tylko udało mu się zwrócić zawartość żołądka do muszli klozetowej odetchnął z ulgą i usiadł na podłodze. Był straszliwie śpiący i zmęczony całonocnym bawieniem się, a w szczególności piciem. Wzrokiem przeleciał pobieżnie po ściankach ciasnego pomieszczenia w którym się znajdował. Uwagę jego przykuł wieszaczek na papier toaletowy. Był ładnie wykonany, obudowany drewnem ze szklaną szybką. Patrzył się na na ten wieszaczek jak zaczarowany prostując nogi i wpuszczając je lekko do drugiej kabiny. W pewnym momencie napotkał na swojej drodze opór. Był jednak niestety zbyt zmęczony i zafascynowany różowym papierem toaletowym, iż nie chciało mu się odwracać głowy. Postukał chwilę w coś, co śmiało zatrzymać jego nogę w drodze do rozprostowania, po popychał, próbował także zbadać kształt tego czegoś. Po paru minutach, kiedy jego oględziny nie przyniosły pożądanego skutku zdecydował się odwrócić głowę w tamtą stronę. Ze zdziwieniem jednak przyznał, że ta "rzecz" jest w istocie czyjąś nogą. Ciekawość i chęć wyśmiania tamtej osoby wzięła górę nad zmęczeniem i Czarny niepewnie wstał i chwiejnym krokiem udał się do kabiny obok. Po otworzeniu drzwi z wielkim zdumieniem stwierdził, iż ta noga należała do znajomego jego przyjaciółki. Chcąc, nie chcąc, trzeba było go z tond wyciągnąć zanim przyjdzie ochrona i ich obu wywali z klubu.
-Sta-stary... słu-słuchajj, słuchaj mnie uważnie... nnnnnnnnie, nie mo-możesz tak tu le-leżeć, bo... bo zaraz ciebie z tond, z tond wyjebią... no... wsta-wstawajjjjj, już...-wypowiedź Darka była mało zrozumiała dla odurzonego hektolitrami alkoholu Nourasjanina, tak więc spojrzał się zamglonymi, lekko przymkniętymi oczami na śmiałka, który odważył się go obudzić, po czym z powrotem położył głowę na muszle i czekał, aż przyjdzie po niego Morfeusz. Poirytowany Czarny zebrał w sobie wszystkie pozostałe siły, chwycił Aikkę za rękę i przewiesił go sobie przez szyję. Chwiejnym krokiem wyprowadził śpiącego kolege z kabiny, potem z toalety z zamiarem usadzenia go przy barze.

W tym samym momencie Eva schodziła z parkietu. Straciła ona z oka wszystkich swoich znajomych koło północy, kiedy siedziała przy barze. Nie wiedziała, czy ktokolwiek z jej przyjaciół jest jeszcze w barze. Wyciągnęła z kieszeni pomiętą i trochę przemoczoną paczkę Dawidoff'ów Gold'ów, wyjęła jedną, pogiętą fajkę i odpaliła. Przez chwilę stała w miejscu przyglądając się dymowi wylatującemu z jej ust i układającemu się w przeróżne wzory w gęstym powietrzu klubowym. Nagle spostrzegła dwie znajome postacie. Jedna z nich próbowała usadzić drugą na krześle, niestety, z miernym skutkiem. Zaciekawiona i trochę rozbawiona tym obrazem podeszła bliżej. Przez chwilę jeszcze stała i napawała się tym widokiem, w końcu jednak stwierdziła, że interwencja kogoś mniej pijanego jest jednak potrzebna.
-daj, ja to zrobię, ty lepiej się prześpij trochę Czarny, albo idź już do domu.-powiedziała. W odpowiedzi uzyskała jednak tylko niewyraźne charkotanie, potem widziała już tylko sylwetkę znajomego oddalającego się chwiejnym krokiem w stronę szatni, zapewne w celu odebrania swoich rzeczy.-no, widzę, że ziemskie imprezy ci się bardzo spodobały-powiedziała w stronę kompletnie spitego księcia- nawet trochę za bardzo- dodała już pół szeptem - wstawaj, zbieramy się!
Aikka posłusznie wstał i z opuszczoną głową ruszył za Evą. Bordowooka oddała numerek do szatni, odebrała ich rzeczy i skierowała się do wyjścia. Powrót do domu zajął im niecałe pół godziny, problemów nie mieli, noc wyła spokojna. Niebo było wyjątkowo czyste, na górze lśniły jedynie setki gwiazd, oraz dało się dojrzeć srebrzysty sierp księżyca. Cała ta atmosfera spowodowała, że dopiero po jakimś czasie alkohol wypity w klubie uderzył do głowy młodej Wei. Zaczęła chodzić coraz bardziej krzywo, ale do własnego domu dotarła. Bez słowa wpuściła znajomego na klatkę schodową, zatrzymała się dopiero pod własnymi drzwiami szukając odpowiedniego klucza. W końcu jednak go znalazła i dała wejść zaspanemu księciu mówiąc przy tym nieskładnie i pytając się go, czy mu się podobało. Aikka postąpił jeden krok w głąb mieszkania po czym się odwrócił do swojej rozmówczyni, by ją lepiej słyszeć. Eva nieświadoma, iż jeden krok za nią stoi błękitnooki po zamknięciu drzwi, nadal nie przestając mówić, gwałtownie odwróciła się w stronę ciemnoskórego. Ich twarze były oddzielone od siebie zaledwie kilkucentymetrową barierą powietrza. Odurzenie alkoholowe zrobiło swoje...


---------------------------------------------------------------------------------------

i jak? podobało się?;p jak ktoś wogóle to przeczyta, to proszę o jakiś komentarz, czy coś;p chciałabym wiedzieć, czy jest jeszcze wogóle sens pisania przeze mnie tego;p


komentarze [14]

cholera >> poniedziałek, 5 listopada 2007 23:52:08
nie wiem, czy ktoś jeszcze tu wpada, ale wypadało by coś napisać, bo, cholera, chcieli mi zawiesić bloga;p

nowy rozdział powinien pojawić się w ciągu najbliższych tygodni.

mam nadzieje...


jak ktoś to przeczyta wogóle, prosze o wpis w komentarzach, jestem ciekawa, czy jeszcze ktoś to czyta;p
komentarze [9]

geneza >> piątek, 31 sierpnia 2007 12:22:24
nie mam kompletnie pomysłu na kolejną część opowiadania po tym, jak mi skasowało wszystko, co miałam napisane już na dysku. Wpadłam na pomysł, że napisze geneze tego bloga. Zaczne może, od tego, że blog powstał pod wpływem impulsu. Czytałam sobie sporo opowiadań o OSR, SK i innych. Najbardziej zainteresowały mnie te pierwsze. Denerwował mnie jednak jeden fakt. Nigdzie nei było opisanej historii, gdzie życie głównej bohaterki ne było usłane różami. Nie mając jeszcze ułożonego w głowie planu, gdzie byłby opisany cały przebieg zdażeń. Pierwszy rozdział powstał w autobusie, kiedy wracałam do domu, z próby zespołu. Napisałam go na odwrocie kartki z tabulaturą do The Bard's Song - Blind Guardiana. Teraz może przejd do tego, z kąd wzieła się nazwa bloga. Powstała z fragmentu tekstu polskiego zespołu COMA - Zaprzepaszczone Siły Wielkiej Armii Świętych Znaków, pod spodem umieszcze takst, a wy możecie sami odszukać to w tekście;p Piosenki nie wgram na bloga, bo by sie baaardzo długo ładowała. Hmm... trwa ona zaledwie piętnaście minut;p

COMA - Zaprzepaszczone Siły Wielkiej Armii Świętych Znaków

Nikt jeszcze nie wie czy
stare słońce zarysuje nowy dzień
blaszany huk próbuje dostać się
przez szyby w miękki sen
na ulicy wrzeszczą psy
herbata wzniosła krzyk u sąsiada
ani jedna droga nie prowadzi mnie
z powrotem w noc

i niby wszystko jest
tak jak powinno być
za chwilę zbudzi mnie
szary świt
tylko dlaczego ja
z takim nieludzkim strachem
nie potrafię
żyć...

trudno to zrozumieć
lecz nic nie daje siły by żyć
jakaś misterna część
w konstrukcji zdarzeń
pękła
chciałem zreperować świat
a oto widzę, że sam
jestem jednym z tych cholernych drani i świń

szeroka droga
nie była moja
jasna siła
utracona

dopiero teraz wiem jak nisko upada
kto nie wypełnił swego czasu w pokorze
oto dlaczego tak się obawiam,
że za minutę trzeba będzie wstawać i żyć

dopiero teraz wiem jak nisko upada
kto nie wypełnił swego czasu w pokorze
oto dlaczego tak się obawiam,
że za minutę trzeba będzie wstawać i żyć

zaprzepaszczone siły wielkiej armi świętych znaków
niepożądane myśli
klęska wiary
fale strachu
z nieodwracalnym skutkiem
burzotrwały, senny azyl
i oto trzeba będzie
dumnym krokiem
iść bez twarzy

No, i tak oto powstał ten blog, powstała ta nazwa, i powstał ten pomysł. Mam nadzieje, że się podobało, choć nie jest to kolejna część opowiadania;]
komentarze [13]

problem >> sobota, 25 sierpnia 2007 00:41:12
no... a więc jest taki mały problem... mianowicie, mam problemy z moim komputerem, zawirusował sięnieźle, i trzeba sformatować... formatowanie jest równoznaczne z utratą wszytstkiego, co miałam na dysku... jestem cholernie wkurw.... no właśnie... miałam tam nie tylko 10 gb muzyki, nie tylko liste na gg, ale także kilka rozdziałów w przód... dzisiaj miał się ukazać następny rozdział, a wniedziele jeszczed jeden... no, ale wszystko chuj strzelił! na dodatek musiałam poczekać, ażstarzy zasną, i zakradłam się na dół, do salonu, aby dorwać się do laptopa matki... jestem zbyt wkurwiona, żeby dalej pisać w tym momencie... nie wiem, kiedy napisze cd dalszy opowiadania, bo nie wiem ,czy będe w stanie odtworzyć tamto, w zadowalającym mnie stopniu... dobra, nie będe tu więcej pierdolić, bo zaraz rozkurwię klawiaturę... sory za bluzgi, ale kurwa się wkurwiłam...

do kaoru: tak, jasne, że chce być informowana;]
komentarze [9]

;p >> czwartek, 16 sierpnia 2007 22:21:37
sory, że nie ma kolejnej części opowiadania, ale po angli złapał mnie leń;p nie wiem, kiedy pojawi się następna notka, ale sądze, że jeszcze w wakacje;p
komentarze [2]

rozdział 11 - przygoda w toalecie >> poniedziałek, 23 lipica 2007 02:39:11
dobrze, a więc zacznę chyba od tego, że chciałabym przeprosić, za tak długie nie dodawanie notek. Niestety, ostatnio dom traktuje jak hotel, i tylko tu nocuje;p mialam nie dodawać juzdzisiaj tej notki, ponieważ za 4 godziny jade do angli, a chciałam się jeszcze na chwilke położyć spać;p dobra, nie przynudzam;p

----------------------------------------------------------------------------

Eva wyszła z łazienki około godziny 13.45. Była ubrana w czarną spódniczkę mini, czerwoną, krótką bluzeczkę na ramiączkach, a na to miała nałożony cieniutki, czarny, siatkowy sweterek. Kiedy weszła do pokoju pośpieszyła Aikkę i razem zeszli na dwór.
Wyszli z domu. Na dole czekali już na nich Czarny, Oftza, Matiz i Ślepy. Jak zobaczyli, kto jest gościem bordowookiej lekko się zdziwili.
-A wy co tak stoicie? Idziemy!- powiedziała Eva
-Dobrze, a więc od czego zaczynamy?- zapytał Darek i spojrzał na przyjaciółkę
-Myślę, że Komandos będzie dobrym początkiem dla niego, potem może jakiś Absolwent, albo coś- wtrąciła Oftza i porozumiewawczo puściła oko do znajomych. Piątka ziemian i jeden Nourasjanin ruszyli w kierunku sklepu. W tym czasie bordowowłosa przedstawiła znajomym Aikke. Kiedy zrobili już zakupy, udali się na miejsce, które nazywali „punktem widokowym”. Była to niewielka polana na wzgórzu, znajdująca się niedaleko starego liceum. „Punkt” otoczony był lasem, po prawej stronie był widok na boiska szkolne, po lewej na las i szpital, a z przodu można było dostrzec ulicę i strzelnicę. Na środku polanki wydeptane było kółeczko, a dookoła porozrzucane były puste butelki, puszki i paczki po papierosach. Wszyscy, oprócz zmieszanego ciemnoskórego, usiedli na ziemi.
-No, nie stój tak, siadaj z nami- zachęcił go ślepy
-Myślałem że ziemia jest nieco bardziej... czysta?- powiedziawszy to niechętnie spoczął obok nowo poznanych.
-Dobrze, a więc zaczniemy może od tego- Eva wyjęła z siatki zieloną butelkę- to jest ziemskie „wino”, macie na Nourasji coś takiego jak alkohol, prawda?
-No, raczej tak, ale zwykle pija się go na bankietach lub balach, a nie w takich okolicznościach- Aikka wykrzywił usta w coś co miało przypominać uśmiech.
-Pierwsza rada dla kogoś, kto jeszcze nigdy nie pił jabola- do rozmowy wtrąciła się Oftza- Nigdy tego nie wąchaj, po prostu pij- Wzięła butelkę i tradycyjnie stuknęła denkiem najpierw o dłoń, potem o łokieć, a na końcu o czoło. Widząc zdziwienie na twarzy nowego powiedziała z uśmiechem- to po to, aby siarka się równo rozłożyła. A teraz, jako że jeszcze nigdy tego nie piłeś, weź pierwszego łyka – podała butelkę księciu. On tylko dziwnie się spojrzał, ale upił trochę. Wystarczyło, aby płyn dotknął języka, a Aikka miała odruch wymiotny.
-Co to jest?!- krzyknął
-Komandos- odpowiedzieli chórem- a teraz nie narzekaj, tylko pij- powiedziała stanowczo Eva
-Przecież tego sienie da pić!- od razu sprzeciwił się błękitnooki
-Jak to nie?- bordowooka wyrwała bełta z rąk przyjaciela i pociągnęła solidnego łyka- nourasjanin patrzył się na nią z nieukrywany podziwem. Dziewczyna uśmiechnęła się tylko i puściła butelkę w obieg. Każdy brał mniej więcej takie same porcje, co sprawiło, że księciu zostało nieco ponad 1/5 zawartości. Zrezygnowany zamknął oczy i opróżnił naczynie do końca.
-Mam nadzieje, że następne będzie trochę lepiej smakowało- wymamrotał pod nosem.
W tym czasie Czarny wyjął kolejną butelkę. Tym razem była trochę mniejsza, przeźroczysta z czerwono białą etykietką. W środku była bezbarwna ciecz.
-To jest wódka. Masz tam u siebie coś takiego?- zapytał zaciekawiony Darek
-Yyy... nie...
-„no... ciekawa jestem, czy my trafimy dzisiaj na tą imprezę” pomyślała Eva wpatrując się w etykietę Absolwenta, gdzie widniał mały napis „40%”- „zobaczymy, jaką ma mocną głowę”- uśmiechnęła się do swoich myśli
-To pije się trochę inaczej. Niestety, nie mamy kubeczków, a wiec na początku będzie mało przyjemnie. Pijesz to nie za dużymi łykami, o w ten sposób- chłopak z irokezem otworzył butelkę i pociągnął nie za dużego łyka. Lekko się skrzywił- no, a teraz ty- podał przeźroczyste szkło kosmicie (nie wiedziałam jakiego synonimu użyć;p -> przypis autorki). Aikka ostrożnie wziął butelkę do ręki. Chwile się przyglądał, aż w końcu zdecydował się wypić trochę. Jak tylko płyn wleciał do gardła książę poczuł niesamowite pieczenie w całym gardle. Ledwo zdążył oderwać się od butelki.
-To się u was pije dla przyjemności?!- wypalił z przerażeniem w oczach
-Tak, i to jest całkiem przyjemne- powiedziała bordowooka odbierając rozmówcy wódkę i ciągnąc z niej sporego łyka.- u nas na ziemi mówi się, że jest się tym, co się pije-puściła butelkę „w obieg”.
-Jakby tak było- powiedział Matiz- to już dawno byłbym komandosem- wszyscy oprócz nourasjanina wybuchli śmiechem. Po niedługiej chwili cała zawartość szklanego naczynia została opróżniona, a paczka przyjaciół siedziała i rozmawiała w najlepsze. Po jakimś czasie jednak trzeba było ruszać dalej.
-Myślę, że jak chcemy trafić na tą imprezę w miarę trzeźwi, to musielibyśmy się już zwijać- zakomunikował Ślepy, i wstał, reszta zrobiła tak samo. Aikka, kiedy się podniósł, poczół, że nogi się pod nim lekko uginają i ma takie dziwne, przyjemne kręcenie w głowie. Nie zwrócił na to większej uwagi i chwiejnym krokiem poszedł za resztą. Ruszyli w kierunku centrum. Ich celem był mały miejski klub „Underground”. Dojście tam zajęło im dobre ponad czterdzieści minut. Kiedy wreszcie znaleźli się na miejscu było piętnaście po siedemnastej.
-Wpuszczają tam dopiero za piętnaście minut,- powiedział Darek patrząc na małą karteczkę przyczepioną do drzwi wejściowych.- to co robimy?- dodał po chwili
-Myślę, że nie ma sensu się stąd ruszać, możemy przeczekać- powiedziała Oftza, a pozostali się z nią zgodzili. Po kwadransie zaczęto wpuszczać gości do środka. Wejście nie sprawiło problemu, chociaż bramkarz przyczepił się, że Książe nie miał przy sobie aktualnie dokumentów. Towarzystwo władowało się od razu do baru. Zajęli miejsca na wysokich stołkach i Eva zaczęła zamawiać.
-Sześć piw i cztery kolejki kamikadze.
Po chwili na barze leżało sześć wypełnionych po brzegi kufli i dwadzieścia kieliszków wypełnionych kolorową substancją.
-Po co tego aż tyle?- spytał książę próbując ukryć strach.
-Jak to po co? Żeby to wypić- uśmiechnęła się ziemianka o bordowych włosach- Po jednym piwie dla każdego, jedna kolejka kamikadze dla ciebie i trzy dla mnie.- widząc zdziwienie na twarzy przyjaciela dodała- to jest kamikadze- wskazała na kieliszki kolorowe kieliszki- jedna kolejka składa się z czterech takich kieliszków, każdy w innym kolorze. A pije się to w taki sposób- zaczęła przechylać po kolei każdy ze swoich kielonków wlewając w siebie substancje w zatrważającym tempie. Kiedy skończyła dodała- Załapałeś?
-Ta...- powiedział po czym zabrał się za swoje kamikadze. Najpierw uważnie przyjrzał się substancji. Rzeczywiście, każdy kieliszek zawierał płyn o innej barwie, ale wszystkie były strasznie jaskrawe. Pierwszy był błękitny, drugi zielony,. następny różowy, a ostatni pomarańczowy. Książe zamknął oczy i z rezygnacją zaczął po kolei przechylać małe narzynka wlewając w siebie alkohol. Był przygotowany na najgorszy smak, lecz, ku jego wielkim zdziwieniu smakowało mu to.
-I jak?- dopytywała się Eva
-To było... Nawet dobre- uśmiechnął się- Mogę jeszcze?
-Jasne- odwzajemniła uśmiech- poproszę jeszcze po trzy kolejki- zwróciła się do barmana.
Tak oto szóstce znajomych mijał czas w klubie. po pierwszym piwie i pierwszych kolejkach kamikadze poszli się bawić na parkiet, jednak szybko stwierdzili, że są spragnieni. Tak oto Aikka spędził praktycznie całą imprezę popijając kolorowe trunki w zastraszającym tempie. Nie było trzeba długo czekać, aż jego żołądek zastrajkuje. Książe po prostu zerwał się z miejsca i pędem ruszył za znakami prowadzącymi do łazienki, zakrywając przy tym usta. Niestety, nourasjanin wypił dużo za dużo, i ten jego bieg dla osoby postronnej wyglądał nieco komicznie. Kiedy jednak jakoś udało mu się dotrzeć do muszli klozetowej spokojnie usiadł na ziemi i zwrócił wszystko, co wypił dzisiejszego dnia. Po tym stwierdził jednak, że jest trochę zmęczony. Położył głowę na klapie od toalety i najzwyczajniej w świecie zasnął...

-----------------------------------------------------------------------------

z angli wracam dziewiątego sierpnia, do zobaczenia;]



komentarze [18]

rozdział 10 - wyglądasz zabójczo >> czwartek, 5 lipica 2007 00:54:51
jestem padnięta, chciałam napisać 2 x więcej, ale mnie leń dopadł;p
----------------------------------------------------------------------------
Eva nie mogła spać tej nocy. Myślała. Cały czas myślała. O wszystkim. I o niczym. Wstała i poszła do kuchni. Nalała sobie szklankę wody i wypiła ją jednym haustem. Potem poszła do księcia, zobaczyć czy już śpi. Delikatnie otworzyła drzwi. „Śpi jak dziecko”- pomyślała patrząc na Aikke. Oparła się o framugę drzwi i chwilę przyglądała się przyjacielowi. Dziewczyna ocknęła się dopiero po jakiś dwudziestu minutach. „Po cholerę ja tak właściwie się na niego patrzę? Odbiło mi czy, co? Zamiast tego powinnam zastanowić się co będziemy dzisiaj robić, bo raczej wątpię, że on będzie chciał przesiedzieć kolejny dzień w domu... Zaraz, zaraz. Wczoraj był czwartek... To znaczy, że dzisiaj jest piątek. W piątki chyba Underground jest otwarty... No, to książę zobaczy jak wyglądają zabawy na Ziemi”- Dziewczyna chytrze się uśmiechnęła w trakcie tych myśli. Puściła jeszcze „oczko” do smacznie śpiącej, niespodziewającej się ofiary i wyszła z pokoju i zamknęła drzwi. Położyła się z powrotem do lóżka, tym razem już zasnęła. Oczy otworzyła dopiero koło południa. Kiedy zobaczyła na zegarek wyskoczyła z posłania jak oparzona. Poczuła także, że w całym domu unosi się jakiś zapach. Szybkim krokiem opuściła pokuj i udała się w kierunku kuchni. Widok to, co tam zobaczyła zwaliło ją z nóg. Zaczęła tarzać się po ziemi nie mogąc przestać się śmiać.
-Ha... ha... ha... zabawne... naprawdę... bardzo śmieszne...- ironicznie popatrzył się książę. Był on ubrany w swój zwykły strój, a na to miał nałożony różowy fartuszek z falbankami. W prawej ręce trzymał patelnie z jajecznicą, w lewej zaś drewnianą łyżkę. Na stopy miał nasunięte różowe, puchate kapcie Evy, które dostała od przyjaciół na urodziny- Było mi zimno w stopy i nie chciałem się pobrudzić robiąc tobie śniadanie. Naprawdę, jest się z czego śmiać...- mówił naburmuszony. Dziewczyna właśnie podniosła się nadal z wielkim uśmiechem na twarzy.
-Dobrze, dobrze, już się nie śmieje- mówiła powstrzymując chichot. – Musze zatelefonować, poradzisz sobie w kuchni?
-Tak, poradzę sobie, półtorej godziny zajęło mi, zanim tu cokolwiek znalazłem, teraz już wszystko wiem- uśmiechnął się w jej stronę
To dobrze- odwzajemniła uśmiech, wzięła telefon i wyszła na balkon. Wykręciła numer do Darka- No, cześć Czarny, tu Eva, masz dzisiaj wolne popołudnie i wieczór?
-Popołudnie to jasne, ale wieczorem planowałem wybrać się na jakąś imprezę- odezwał się głos w komórce
-To dobrze się składa, bo mam u siebie gościa, któremu chciałabym pokazać, jak wyglądają nasze imprezy.
-No, z mojej strony nie ma problemu
-To weź załatw jeszcze trochę ludzi, zresztą, wiesz co masz robić, spotkajmy się o czternastej pod moją klatką, ok.?
-ok., to na razie- rozłączył się
Dziewczyna spojrzała na zegarek. Była godzina dwunasta trzynaście. „Mam niecałe dwie godziny na przygotowanie księcia na imprezę...”- Myślała sobie. Z kuchni dobiegł ją głos Aikki
-Idziesz wreszcie zjeść to śniadanie, czy nie?
-Idę, idę- odkrzyknęła
Szybko zjadła przygotowany przez księcia posiłek. Kiedy Nourasjanin wszedł pod prysznic Eva weszła do swojego pokoju i zaczęła wszystko przeszukiwać. „Przecież Czarny musiał gdzieś tu zostawić swoje rzeczy...” W końcu znalazła to, czego szukała. Uśmiechnęła się chytrze. Odczekała chwilę, aż niebieskooki wyjdzie z łazienki. Kiedy to nastało, złapała go i zaciągnęła do salonu. Dopiero po chwili spostrzegła, że Był on w samym ręczniku
-Czemu... się nie ubrałeś?- zapytała trochę zakłopotana
-Bo mnie odciągnęłaś na bok- uśmiechnął się i podrapał po głowie
-Dobra, jest taka sprawa, dzisiaj idziesz ze mną i moimi znajomymi na miasto, tak więc musisz jakoś wyglądać, masz, ubierz się w to. – rzuciła mu granatowe, długie jeansy, czarny t-shirt z białym nadrukiem „Pidżama Porno – Ulice jak Stygmaty” i czarną koszulę z kołnierzykiem. Aikka tylko popatrzył się dziwnie na rzeczy i już zabierał się za ściąganie z siebie ręczniczka, kiedy Eva powiedziała
-Ale prosiłabym ciebie, żebyś poszedł do łazienki, czy coś...- mówiła lekko jąkając się, a na jej twarzy wyskoczył rumieniec. Nourasjanin tylko się uśmiechnął i poszedł z powrotem do łazienki. Po chwili wrócił w swoim nowym stroju. Dziewczyna poparzyła się chwilę na niego. Podeszła do szafki, zaczęła w niej grzebać. Wyciągnęła czarny, skórzany pas z ćwiekami, podeszłą i zapięła go na 2 szlufki od spodni, tak aby z drugiej strony swobodnie zwisał. Odsunęła się dwa kroki w tył od swojego „modela” i przez chwilę myślała „czegoś mi tu jeszcze brakuje... Mam!” Zbliżyła się i rozpuściła księciu włosy.
-No, teraz to dopiero wyglądasz zabójczo- uśmiechnęła się do niego i puściła mu „oczko”- Usiądź sobie tutaj i poczekaj chwilę na mnie, ja idę pod prysznic. Jak chcesz możesz zadzwonić do ojca, tu masz mój telefon.
Powiedziała to i poszła do łazienki.
----------------------------------------------------------------------------
to pobijecie tę bariere 9 komentarzy?;p

komentarze [25]

rozdział 9 - czwarta nad ranem... >> środa, 4 lipica 2007 01:04:21
Zapraszam do czytania, nie chce mi się nawet już przynudzać przed notką;p

-----------------------------------------------------------------------------
Aikka obudził się rano następnego dnia. Kiedy miał zamiar wstać, stwierdził, że do jego nogi coś się przyczepiło. Najpierw próbował to strząsnąć, po dłuższym jednak czasie poirytował się i spojrzał na ciało obce przyklejone go jego kończyny. Zdziwił się trochę, ponieważ było to dziecko jego przyjaciółki. Delikatnie odczepił je siebie i położył na poduszce. Wstał i przeciągnął się leniwie. Wyjrzał za okno. Widok nie był zbyt ciekawy. Wszędzie tylko brudne bloki, zaśmiecone ulice i pełno podejrzanych gości na ulicy. Słońce powoli toczyło się po niebie i wychodziło zza budynków. Z północy książę widział nadciągające gęste, ciemne, burzowe chmury. „No to dzień zapowiada nam się nieciekawie... Musze skontaktować się z ojcem” Pomyślał. Wyszedł z sypialni i skierował się w kierunku drwi wyjściowych. Kiedy minął tylko próg pomieszczenia spostrzegł skuloną Eve opartą o drzwi. Jak do niej podszedł zorientował się, że śpi. Miała całe czerwone i napuchnięte oczy, jakby od płaczu. Usiadł obok niej i zaczął ją delikatnie budzić.
-Co jest? Co się stało- Powoli, z lekkim bólem, otwierała zaczerwienione oczy.
-Czemu tu spałaś- Spytał zaciekawiony książę
-To długa historia...- Powiedziała spokojnie, łagodnym głosem, powoli przypominając sobie zdarzenia minionej nocy
-Mamy chyba dużo czasu- Uśmiechnął się delikatnie do niej
-Jak chcesz- Odwzajemniła uśmiech. Rozmawiali cały dzień. Obgadali praktycznie każdy temat, zaczęli od tego bolesnego zdarzenia, lecz po krótkim czasie na ich ustach z powrotem gościł uśmiech. Praktycznie nie ruszali się z miejsca. Czasami Eva tylko zmuszona była wstać i pójść do płaczącej Molly.

**
W tym samym czasie, w miejscu oddalonym od Ziemianki i Nourasjanina o setki lat świetlnych, pewien młody mężczyzna siedział na parapecie w swoim pokoju i patrzył się w mały, niebieski punk na niebie. W ręku ściskał dwie rzeczy. Jedną był nieśmiertelnik swojego dziadka. Drugą zaś mały srebrny medalionik. Odłożył na chwilę blaszki wojenne na parapet, jego zainteresowanie skupiło się teraz bardziej na wisiorku. Powoli przekładał go z prawej dłoni do lewej. Po dłuższym czasie takiej zabawy chwycił medalionik oburącz i przyglądał się mu z zainteresowaniem. Miał kształt podłużnej elipsy, z jednej i drugiej strony w srebrze były odciśnięte wzorki maleńkich przeplatających się gałęzi z liśćmi. Po jednej ze stron przedmiotu można było dostrzec małe zawiaski. Mężczyzna otworzył w końcu przedmiot. W środku były dwa zdjęcia, po jednej i po drugiej stronie maleńkich „drzwiczek”. Obydwie fotografię przedstawiały tą samą osobę. Była to piętnastoletnia dziewczynka o rudo-czarnych niezbyt długich włosach delikatnie powiewających na wietrze. Twarz owej nastolatki miała gładkie rysy, na jednym ze zdjęć była wesoła, na drugim zaś zamyślona i melancholijna. Chłopak szybko zamknął medalion i ścisnął go mocno w dłoni. Po jego policzku potoczyła się wielka, perlista łza. Szybko ją otarł, nie chciał nawet przed samym sobą okazywać słabości. Niestety, nie skończyło się tylko na tej jednej słonej kropli. Pomimo usilnych starań mężczyzny po chwili wybuchł płaczem pełnym bólu i tęsknoty. Nie mógł się opanować. Pierwszy raz od sześciu lat miał dzień wolny od nauki i już zaczął o NIEJ myśleć... Pamiętał wszystko co jej powiedział przed wyjazdem. Słowa. Wyznanie. Pocałunek. Zniknięcie. Oddalający się statek. Wszystkie wspomnienia uderzyły właśnie w tym momencie. Nie był w stanie się opanować. Chciał jak najszybciej ją zobaczyć, niestety nie mógł. On, władca wszechświata, nie mógł się stąd ruszyć przed ukończeniem nauki. Był więźniem na własnej planecie. „Molly, moja kochana, jak ty właściwie teraz wyglądasz? W ogóle pamiętasz jeszcze o mnie? Może masz już męża? W końcu jesteś kobietą, zapewne piękną kobietą”- uśmiechnął się przez łzy- „Niestety, chociaż chcę, nie mam możliwości wyrwania się stąd... Ciągle tylko nauka i nauka... Ty przynajmniej w szkole miewałaś wakacje”- powtórzył uśmiech. Rozmarzył się. Marzył o tym, jak może teraz wyglądać jego ukochana, co może teraz robić, jak jej się wiedzie. Nie dopuszczał nawet do siebie złych myśli. Po dłuższym czasie wyrwał się z myślowego transu i stanął na nogi. zawiesił medalionik na szyi. Teraz myślał już tylko o tym, aby jego nauka skończyła się jak najszybciej. Wziął nieśmiertelnik z parapetu, schował go do kieszeni i udał się w głąb pokoju.

***
Rozmowa dwójki przyjaciół trwała do późnych godzin nocnych. Po dłuższej chwili milczenia Eva wstała, przeciągnęła się i podeszła powoli do kuchni. Odruchowo włączyła radio. Stała sobie koło blatu i spokojnie słuchała piosenki. Aikka siedział spokojnie na ziemi i przysłuchiwał się słowom.

„Czwarta nad ranem
Może sen przyjdzie
Może mnie odwiedzisz

Czwarta nad ranem
Może sen przyjdzie
Może mnie odwiedzisz

Czemu cię nie ma na odległość ręki?
Czemu mówimy do siebie listami?
Gdy ci to śpiewam - u mnie pełnia lata
Gdy to usłyszysz - będzie środek zimy

Czemu się budzę o czwartej nad ranem
I włosy twoje próbuję ugłaskać
Lecz nigdzie nie ma twoich włosów
Jest tylko blada nocna lampka
Łysa śpiewaczka

Śpiewamy bluesa, bo czwarta nad ranem
Tak cicho, żeby nie zbudzić sąsiadów
Czajnik z gwizdkiem świruje na gazie
Myślałby kto, że rodem z Manhattanu

Czwarta nad ranem...
Może sen przyjdzie
Może mnie odwiedzisz

Herbata czarna myśli rozjaśnia
A list twój sam się czyta
Że można go śpiewać za oknem mruczą bluesa
Topole z Krupniczej

I jeszcze strażak wszedł na solo
Ten z Mariackiej Wieży
Jego trąbka jak księżyc biegnie nad topolą
Nigdzie się jej nie spieszy

Już piąta
Może sen przyjdzie
Może mnie odwiedzisz”

Eva przelotnie spojrzała na zegarek.
-O kurwa! jest wpół do piątej rano?!
-Słucham?
-Mówiłam, że trzeba już kłaść się spać. Choć Aikka, zaraz przygotuje ci pokuj małej, tym razem ja chce spać u siebie na łóżku- Wytknęła język do księcia i pociągnęła go za sobą do pokoju Molly.

----------------------------------------------------------------------------

No, to może teraz pobijecie rekord dziewięciu komentarzy?;p fajnie byłoby tak zobaczyć dwócyfrową liczbę;p


komentarze [11]





Księga gości

wyświetl || pisz

O mnie

Dodaj do ulubionych


jeżeli chcesz ściągnąć tą piosenkę kliknij tutaj



Nightwish - Eva


Muzyka, która odzwierciedla moje wnętrze

COMA - System
Hunter - T.E.L.I.
Habakuk - Rasta trans
Disturbed - 10 000 fists
Slipknot - Wait and Bleed
Akurat - Lubię Mówić z Tobą
Indios Bravos - Nie Rytmiczny Me How

AntyRadio - Radio BEZ Zasad

Archiwum

2007
czerwiec (7)
lipiec (5)
sierpien (3)
listopad (1)
grudzień (1)

2008
marzec (2)
maj (2)
sierpien (2)
listopad (1)



Ulubieni, ci na onecie

avarin
miłość i sztuka
oban minto ichigo
miłość dwa oblicza ma
oban ichigo and minto
molly jordan love for ever
pamiętniki yoh i anny

i ci z myloga

aikkanew-world-obanstory-yaoinatalaxdlove-story-sasunarukoniec-poczatku




design by Altharis
for Szablony na mylog
photo by Kamil Krawczyk
www.mylog.pl